RSS
sobota, 26 grudnia 2009
To koniec.
Witam wszystkich po bardzo długiej przerwie. Od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie myśl, zeby tu napisać, dopiero teraz się zebrałam.

Kończę z tym blogiem, bynajmniej nie ze sobą ;) W moim życiu wiele się pozmieniało, chyba zbyt wiele, zebym umiała powrócić do normalnego pisania tutaj. Byłam w radiu ostatnio, dużo się w moim życiu dzieje. Na studiach poprawiło sie, ja się czuje dużo lepiej na tych studiach, bardziej swobodnie, choc zapowiada się sesja-rzeźnia, ale póki co staram się o tym nie myśleć.

Nabrałam jakiegoś dziwnego przeświadczenia, nie wiem skąd ono się wzięło, ze cokolwiek się nie wydarzy, bedzie dobrze. I głęboko w to wierzę.

Pojawiło się w moim zyciu dwóch facetów, każdy z nich jest dla mnie bardzo ważny, nie mam pojęcia jak rozwinie się moja relacja z każdym z nich.

Wiem tyle, że cokolwiek sobie zaplanuje w stosunku do siebie czy swojego życia, przybiera kompletnie inny kierunek i zawsze zdarzy się coś czego nie przewidział.

Pozdrawiam was wszystkich bardzo serdecznie, może kiedyś powrócę do pisania bloga, ale na pewno nie tu :)

On3teenager, troche cierpliwości, a wszystko się ułoży :) a i za rozwiązanie zagadki, muszę pomysleć, jak przekazać nagrode ;)
15:40, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 lutego 2009
Zawieszenie...
Zawieszam działalność tego blogu czy czegoś takiego na jakiś czas. Czy będę tu pisać znowu? Nie wiadomo... Narazie się na to nie zanosi.
21:15, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
środa, 18 lutego 2009
"Gdyby kobieta przestała być zagadką, świat byłby nudny, a miłość przestałaby istnieć." Kazimierz Bukowski
Gdyby była zagadką tylko dla innych to nie byłoby to problemem, ale gdy jest zagadką dla samej siebie? To chyba trudniej rozwikłać.

"Choć myśli kochany mam straszne"

Będzie tu sporo chaosu, ale proszę się nie przejmować trochę się tego nazbierało, bo w końcu też długo mnie tu nie było. Jeśli zrozumiecie połowę tego, to chyba i tak będzie więcej niż ja z tego rozumiem.

"Na widok rannych zlatują się zawsze te wieczne skandalu głodne rekiny, przeżuwające ekskrementa kultury polskiej, aby dziobać, na śmierć zadziobać bezbronnych. W to im graj, gdy na skrępowanej wielkości mścić się może ich pełzająca, atramentem ośliniona robaczliwość małżów i amfibii"

Nie pisałam tu bardzo długo, ponieważ życie moje w ostatnim czasie było zbyt intensywne i pokręcone, by o myśleć o czymś takim jak pisanie.

"Choć skronie ma dziwnie zmartwione"

Zdałam sesję. Po ciężkich trudach i bojach. Łzach,krwi i pocie. Wymęczyłam i mam. A teraz nawet się z tego śmieje. Ile jest w stanie zrobić troszeczkę czasu i odpowiednia perspektywa.

When you try your best but you don't succeed,
When you get what you want, but not what you need,
When you feel so tired, but you can't sleep,
Stuck in reverse,
and the tears come streaming down your face,
When you lose something you can't replace,
When you love someone but it goes to waste,
Could it be worse?

Lights will guide you home,
and ignite your bones,
and I will try and fix you

High above or down below,
When you're too in love to let it go,
If you'll never try, you'll never know,
Just what you want

Lights will guide you home,
and ignite your bones
and I will try to fix you



Odnalazłam się na tych studiach. Jest parę osób, którym mogę ufać, parę takich które lepiej omijać. Jest mi dobrze w ich towarzystwie. Parę osób odpadło przed sesją, niektórzy w trakcie i jest nas systematycznie coraz mniej. Może tez to zmusza nas to większej integracji?

"I'll not feel no fear
Cos' I'm not really here
I"m nowhere near here"

Czy wiecie że recykling tony papieru pozwala zaoszczędzić 17 drzew i 26,5 tys. litrów wody potrzebnej do jego produkcji? Nie? To już wiecie.

Chcę oddalić Twój oddech
od zapomnienia
By mieć chociaż te wspomnienia
Łapię go więc całym swoim ciałem
By móc usłyszeć :"Jest tak jak chciałem"
Chcę ocalić Twój głos
od zapomnienia
By posiadać Twoje marzenia
Twój zapach przenika mnie całą
"Chodź ze mną", "Proszę Cię"
czy to zbyt mało?

Mogę odpocząć. Zobaczyć się z osobami, z którymi chce się widzieć. Robić to na co mam ochotę. Czy to nie jest definicja szczęścia?

"Lepiej nie mów, nic - przemęczysz język
a to organ bądź co bądź niezbędny
aby dziarski wydobywać z siebie śpiew

grzbietu też nie prostuj - to zły sposób,
łatwo może ci trzasnąć kręgosłup,
trwaj w zgarbieniu i tyraj za trzech,

nie oddychaj zbyt swobodnie - przepona
może ci się nadwerężyć, a to ona
właśnie ona produkuje zdrowy śmiech "

Kolejny raz dałam się nabrać. Marionetka, którą tylko Ty potrafisz tak łatwo manipulować. Gdy jestem Ci potrzebna to jest dobrze, ale często rzucasz mnie w kąt, by móc się bawić innymi. Pamiętaj że mimo że jestem marionetką, potrafię myśleć i mogę się Tobie, O Panie i Władco sprzeciwić. I zrobię to. Nie interesuje mnie to że mnie zniszczysz...

Spójrz jak wygląda moja twarz
Czy został chociaż ślad człowieka którego znasz
Zobacz jak szybko zmieniam się
Jak mi dodaje lat
Każde słowo twe

Nie widzę
Nie słyszę nic
Przestaje odczuwać nawet Twój
Śmiech już nie dotyka mnie
I wiem że każdy ból pomaga wznosić mój
Własny mur
Kolejna lista skarg
Czy kłamstwo to czy żart
Wiem to banalne jest

Ale ja nim mnie pożre lęk
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc
I znów zdławię pusty śmiech
Strzelę sobie w łeb
Już odbezpieczam następną butelkę

Wiedz
Wiedz że nie poddam się
Dopóki czuję gdzieś
Płynącą we mnie krew
Póki smak życia w ustach mam
Póki zapach traw wciąż ogłusza mnie

Nie widzę
Nie słyszę nic
Przestaję odczuwać nawet ból
Nie widzę
Nie słyszę nic
Przestaję odczuwać nawet ból

Ale ja nim mnie pożre lęk
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc
I znów zdławię pusty śmiech
Strzelę sobie w łeb
Już odbezpieczam następną butelkę

I znów
Tak jak nie raz już
Znów to zrobię
Wiem wyjdę z siebie
I nikt nie dosięgnie mnie
Wbiję nowy cierń
Strzelę sobie w łeb
Już odbezpieczam następną butelkę

Ale ja nim mnie pożre lęk
Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc

Tak wiem
Znowu matka noc ukołysze mnie
Gdy butelki szkłem strzelę sobie w łeb

  P.S. Dla tych, którzy odgadną wszystkie zamieszczone tutaj cytaty czeka nagroda. Trzeba podać autora i tytuł albo skąd ten cytat pochodzi. Życzę powodzenia.
10:44, whisky_ona
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 29 grudnia 2008
I had a dream...
Tak miałam marzenie... Dokładnie rok temu tak przeglądałam swoje postanowienia na ten kończący się już całkiem niedługo rok 2008. Jedyne postanowienie z tych, które sobie wymyśliłam i które się spełniło to to, żeby "zdać maturę i dostać sie na wymarzone studia". Te wymarzone studia okazały się dla mnie tak ciężką pracą i mordęgą, że myśle że większości osób, jest to sobie ciężko nawet wyobrazić. W zderzeniu z rzeczywistością te wymarzone studia okazały się być dla mnie tym czym fizyka przez kilkanaście godzin dla humanisty. Wprawdzie znalazłam parę osób, w tym jednego kolegę ( na filologii polskiej kolega to skarb), z którymi dzielę moją niedolę i jest mi jakoś raźniej. Brnę przez te wszystkie przeszkody.

A tytuł jest tez po części nawiązaniem do filmu "Mamma mia", najlepszego filmu jaki widziałam w tym roku. I jednego z najlepszych musicali jakie znam. Nie będę zdradzać fabuły, jednak śpiewając Pierce Brosnan jest ogromnym zaskoczeniem i to na plus. Polecam wszystkim obejrzenie tego filmu.

Na dwa tygodnie przed świętami miałam mnóstwo nauki, ponieważ nie zaliczyłam dwóch kolokwiów w najważniejszych przedmiotów, a łacina pozostawała niezaliczona. Udało mi się zaliczyć jedno kolokwium, łacinę narazie zaliczona, a drugie kolokiwum poprawiałam dwa razy i czy zaliczyłam dostanę odpowiedź smsem od pani doktor Irenki. Mam nadzieję, że to zalicze i że dopuszczą mnie chociaż do sesji, co na dzień dzisiejszy jest też dosyć wątpliwie.

Chciałam napisać wcześniej, ale nie miałam kiedy a poza tym trudno było się doprosić o dostęp do komputera, dostałam się za to dzisiaj. I jest też na tyle swobodnie, że nikt mi nie przeszkadza w przelewaniu swoich myśli nie tyle na papier co na komputer.

Chciałam wam życzyć Wesołych Świąt, ale w związku z tym, że zdązyły już minąć, życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku, w którym spełnią się wasze marzenia. I życzę wam zdrowia, bo bez niego będzie wam trudno funkcjonować normalnie.

Święta, święta i po świętach... Nie powiem żebym nie odpoczęła, bo odpoczęłam. Było miło. Spędzony czas z rodziną jest dla mnie niesamowice cenny, szczególnie teraz gdy widuje ich tak rzadko. Spacer w lesie i śpiewanie na głos kolęd tak, że jeśli jakiekolwiek zwierzęta tam zamieszkiwały na pewno uciekły na czas jak tam biegaliśmy, śpiewaliśmy i obrzucaliśmy się śnieżkami. Kocham moją zwariowaną rodzinkę i nie zamieniłabym jej na żadną inną.

Jeden z moich ulubionych doktorów na tej uczelni, stwierdził, że filolodzy polscy to wtóni analfabeci. Dopiero na trzecim roku każą nam napisac jakąś praće o ile dotrwamy do tego czau, więc mamy pisać, pisać i pisać. Więc pisze,żeby nie zapomnieć jak to się robi. Podobno się takich rzeczy nie zapomina. Podobno.

Współlokatorki sprawiły mi niespotykanie miłą niespodziankę, a mianowicie prezenty świąteczne, ja w natłoku spraw ( w niedziele przed świętami w południe pisałam poprawe z kolokwium i od razu jak skończyłam, wyszłam stamtąd i pojechałm do domu) nie miałam ani czasu ani głowy zeby im coś wykombinować. I zastanowić sie chwilę nad tym, ze wypadałoby je czymś obdarować choćby nawet drobnym, ale zawsze to coś.

Moja siostra zorganizowała spotkanie rodzinne osób tak mniej więcej w moim wieku lub niewiele ode mnie starszych, których większości nie widziałam nigdy w życiu. Moja siostra mnie przekonywała argumentem, że dobrze by było jakbym poszła i zobaczyła te osoby, bo moge ich już więcej nei zobaczyć. No rzeczywiscie mam ochotę się z kimś spotkać raz w życiu i nigdy więcej. Bezsensowne.

Wigilia. Moi rodzice. Moja siostra i ja. Tych osób byłam pewna i spodziewałam się, ze będą na wiglii. Okazało się, ze wigilię spędzimy z dziadkiem i jego żoną, a później jak sie okazało jeszcze z synem żony dziadka. Było dziwnie łamać sie opłatkiem i spędzać wigilię z człowiekiem, którego tak praktycznie nie znam i którego widziałam raz w życiu. Myślę, ze on też sie musiał czuć głupio, szczególnie że to dorosły facet,a  prowadzony ciagle za rączkę prze z mamusię.

W wigilię jadłam z dwóch i jeszcze ciągle byłam głodna. Zbierałam zapasy na trudniejsze czasy tzn. wtedy kiedy będę musiała sie sama odżywiać. Znajomi studenci mnie rozumieją, a także to że 14, 21 zł to dla mnie dużo i że za te pieniądze to miałabym mnóstwo obiadów.

Przed świętami pobawiłam sie w mikołaja i chodziła po znajomych z drobnymi prezentami, a przede wszystkim z chęcią porozmawiania i dowiedzenia sie co u nich, choć właściwie to chyba wyglądało tak, że ja więcej mówiłam. Gdybym mogła to zabrałabym was ze sobą.

Aktualne marzenie jakie mam to żeby zabrać wszystkich moich znajomych stąd do Wrocławia i mieć czas dla siebie i troszkę więcej czasu na sen. Bez reszty sobie poradzę.

Tak jak na moim biurku panuje tu wielki chaos i najlepiej połowę rzeczy wyrzucić, część uporządkować, ale nie potrafię tego zrobić.

P.S.1 Literackość tego czegoś co tu wytworzyłam woła o pomstę do nieba. Jak ja się cieszę, ze większość moich profesorów jest zacofana jeśli chodzi o sprawy związane z jakąkolwiek techniką, gdyby którykolwiek to rpzeczytał wywaliliby mnie na zbity pysk z tej filologii.

P.S.2 Grzon dziękuje za pomysł :) Ty już wiesz jaki, zabiorę się do działania jak wróce do Wrocławia.

P.S.3 Tak mam jedno postanowienie noworoczne. Chcę mieć z kim porozmawiać o tym o czym aktualnie będę miała ochotę. O tym, że brokuły są drogie, o tym że wkurza mnie mój sąsiad grający na elektrycznej gitarze w najmniej odpowiednim momencie i ze będę się mogła do tej osoby wpakować do mieszkania o każdje porze dnia i nocy i powiedzieć co mi leży na sercu. Chcę znaleźć taką osobę we Wrocławiu. I chce zeby nie była to moja siostra...
01:10, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 listopada 2008
I think I love you more than you like me...
Tytuł zaczerpnęłam z jednej z nowych piosenek zespołu The Streets. Pierwszy raz usłyszałam ich ponad dwa lata temu i już wtedy zakochałam się w ich muzyce. W tym roku wydali nową płytę, jest przeciwieństwem poprzedniej, nowe brzmienia, nowe pomysły na teksty, a i tak nie potrafię przestać ich słuchać. Znów się zakochałam w ich muzyce.

Kim ja jestem? Homo sapiens. Człowiek. Choć i ta teza jest dosyć wątpliwa. Według zwolenników darwinizmu powstaliśmy z małpy i to są nasi przodkowie, natomiast na studiach dowiedziałam się, że pochodzę od prakrowy ( na studiach uczymy się rzeczy przydatnych, które będziemy mogli wykorzystać w praktyce zarówno w naszej przyszłej pracy, jak i w życiu prywatnym). I w ten sposób może nie obaliłam, ale w jakimś stopniu podważyłam tezę o własnym człowieczeństwie. Co wiem na pewno? Jestem istotą żywą. Tworem. Myślącą materią. Gdzie jest moje miejsce? W domu, gdzie jestem przejazdem, ale tu są moje miejsca, ludzie na których mogę liczyć, z którymi mogę się pośmiać, powygłupiać, pośpiewać, pomilczeć i cieszyć się ich towarzystwem, ale widuje ich rzadko i jak mogę nadrabiam to ze zdwojoną siłą, kosztem mojej nauki i innych spraw? Czy w mieście, w którym studiuje, śpię, uczę się, aktualnie spędzam większość mojego czasu? Gdzie ludzie okazują się inni niż byli na początku? Gdzie tworzy się jakaś grupa, która będzie mnie w stanie wspierać i być ze mną wtedy kiedy tego potrzebuję, choć tak naprawde nie znamy się jeszcze dobrze?

Mam wrażenie, że aktualnie żyje w zawieszeniu. Pomiędzy dwoma światami. Nie sposób, któregoś wybrać.

Więcej pytań niż odpowiedzi. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Nie wiem kiedy będę znała odpowiedź. Pustka.

W naszym mieszkaniu zaszły pewne zmiany.Miałyśmy mały remont. I związane z nim niewielkie problemy. W tym finansowe również przynajmniej z mojej strony. Zainstalowali nam panowie szyby między pokojami ( nie ma już siatki na komary!) i będzie można nie przeszkadzając sobie robić to co się aktualnie chce w jednym pokoju i nie słysząc tego o czym kto i z kim rozmawia w drugim pokoju. Rewelacja. Chłopacy wywiercili nam dziury w ścianie ( co okazało się trudniejsze niż myśleliśmy), lecz jeszcze nie zdązyli zainstalować drzwi między kuchnią a pokojem dziewczyn. Naszą miłą atmosferę i czas pracy chłopaków zakłócił sąsiad, który nakrzyczał na nas, za to że wiercimy w ścianie wtedy kiedy on chce odpocząć, bo właśnie przyszedł zmęczony z pracy. Powiedział to w sposób dosyć niekulturalny dlatego mnie to oburzyło.Poza tym mielismy prawo robić to co chcemy. Nie było 22.00. Gdybym to ja mu otworzyła mogłoby sie to nieciekawie skończyć. Na szczęście to nie byłam ja, a sąsiad nadal żyje.

A propo sąsiadów. Mam sąsiada imprezowicza, który robi w noc imprezy. Kiedyś przez niego spałam tylko cztery godziny. Myślałam że go zabije. Sąsiedzi zwracali mu uwagę, przyjechała policja, a jemu się przypomniało, żeby może tak podgłośnić muzyczkę o 3.00 rano. I a propo tego co pisałam wcześniej, imprezy sąsiadowi nie przeszkadzają, a wiercenie wiertarką tak?! Ludzie jesteście nienormalni. I sąsiad imprezowicz robi takie imprezy co tydzień z piątku na sobotę. Czasem kończy o 5.00, czasem o 5.00 zaczyna. Gdy słyszę jego psa albo tą charakterystyczną muzykę od razu podskakuje mi ciśnienie. Jak pozostali sąsiedzi? Sąsiedzi menele, sąsiad imprezowicz, sąsiad nadpobudliwy i starsze państwo. Oczywiście w tym towarzystwie starsze państwo jest najsympatyczniejsze, no i sąsiedzi menele są w porządku. Tak szczerze mówiąc to nie wiem czy mam ochotę poznać resztę sąsiadów z mojej klatki.

Ludzie na studiach? Rozkręcają się. Również pokazują swoje prawdziwe oblicze. Okazuję sie kto jest sympatyczny i pomocny, a kto wredny i tylko czyha na Twoje potknięcie lub czeka na okazję by Cię poniżyć i udowodnić jaki jest świetny. Studia momentami przypominają dżunglę : prawdziwa walka o przetrwanie.

Wyjechałam na dłuższy czas do mojego rodzinnego miasta do domu. Jutro będę tu już tydzień. Wprawdzie zrobiłam sobie trochę zaległości w nauce, ale nabrałam sił, równowagi, optymizmu i dystansu. Wydaje mi się, że będę teraz patrzeć na wszystko z odpowiedniej perspektywy. Otwierają mi sie oczy gdy moge na coś spojrzeć z boku, zobaczyć pod innym kątem. Doceniam każdą chwilę. Teraz nabrałam takiego przeświadczenia, że jakbym odpadła już na tym roku, to nie byłoby wielkiej tragedii. Są rzeczy ważniejsze. Na naukę mam mnóstwo czasu.

Podziękowania dla pani z którą tańczyłam w nocy na ulicy jednocześnie śpiewając przed moim domem. Było mi potrzeba takiej normalności, wolności. Świadomości że mogę robić to na co mam ochotę. Wyrazić to co czuję w każdym momencie.

Cieszę się, ze spotkałam tutaj, w mojej mieścinie ludzi, których dawno nie widziałam, a którzy wiele dla mnie znaczą. Z niektórymi porozmawiałam dłużej, z innymi wymieniłam zdawkowe zdania. Czasem wystarczył wasz uśmiech czy przytulenie się do was. Daliście mi sporo siły i nadziei w to że wszystko w moich rękach. Dziękuje za to, ze mnie wspieracie na tych moim studiach, bo tylko dzięki Wam ( no i oczywiście mojej rodzince) jeszcze się trzymam i nie rozleciałam się na kawałki ani nie rozsypałam w drobny pył.

Powinnam zacząć się uczyć, ale to od jutra.

22:30, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 października 2008
Vivere est militare
Mogę wreszcie do was coś napisać, po pierwsze dlatego że mam dzień wolnego, a po drugiego dlatego, że mam prąd ( ale o tym może później), a po trzecie dlatego że mam nieograniczony dostęp do internetu ( przynajmniej na jakis czas) i nikt nie stoi nade mną i nie patrzy co robię.

Może najpierw zacznę od mieszkania. Jestem niesamowicie zaskoczona in plus na szczęście. Wprawdzie było sporo pracy przy wprowadzce każdej z nas i wnoszeniu mebli i innych gratów na trzecie piętro i właściwie nieustannie czekają nas tu jakieś prace remontowe, ale przy pomocy chłopaków myśle, że uporamy się z tym szybko. Myślę, że niewielu studentów ma możliwość mieszkać w tak dobrze wyposażonym ( mamy nawet małą zmywarkę, pomijając fakt że nie mamy pralki) i właściwie przestronnym mieszkaniu. Ze sprzątaniem troche gorzej, ale jakoś to się rozkłada na cztery osoby.

Odnośnie studiów, to stwierdziłam, że mi się podoba i jestem na swoim miejscu. Fakt faktem, że mam sporo pracy, ślęczenia w bibliotekach, czytelniach, ale jak narazie idę spać w normalnych godzinach, więc wszystko jest w porządku. Wprawdzie moja grupa póki co jest nie za bardzo zgrana, ale może to się zmieni z czasem. W mojej grupie jest dziewczyna, która nie lubi czytać, taka co poszła na filologię polską, dlatego, że to jest jej hobby, a tak naprawde chce zostać geologiem... Dosyć ciekawi są tu ludzie, pomijając fakt, że są właściwie z całej Polski od Bałtyku, przez Lublin po okolice Zakopanego.

A tak poza tym zachwycam się Wrocławiem. To miasto jest po prostu piękne.Odkrywam urokliwie miejsca,krasnoludki, miejsca rzadko odwiedzane a także miejsca, które mnie i tylko mnie fascynują. Przywiozłam sobie z domu aparat i zrobię sobie dla siebie fotografie i taką mini-wystawę pt. Wrocław widziany moimi oczami. Nie mogę się doczekać jego pełnej realizacji.

Byłam ostatnio w mojej rodzinnej miejscowości, wprawdzie nie na długo, bo przyjechałam na ślub koleżanki i urodziny drugiej, no ale zawsze coś. Pierwsze co zwróciło moją uwagę to to, że jak się otworzy okno to nie słychać ciągle przejeżdżających aut. We Wrocławiu jak niewiele aut jest na drogach oznacza to weekend. Przykro mi było, że przyjechałam na tak krótko i nie zobaczyłam się z osobami, których dawno nie widziałam, ale nawet na to nie miałam czasu. Co było ciekawe gdy spotkałam się na urodzinach mojej koleżanki z paroma dziewczynami z mojej klasy licealnej pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam że zachowuje się normalnie, że nie jestem niczym skrępowana. To była naprawde ulga. I móc z nimi porozmawiać i je zobaczyć coś pięknego. Chociaż przez te parę godzin. Warto było.

W moim mieszkaniu mieszka mi sie dobrze, jednak nie potrafię się za bardzo zaaklimatyzować. Dlaczego? Chociażby dlatego, że pozostała część dziewczyn zna się dłużej studiują na tym samym roku i na dodatek to samo. Ja natomiast nie znam ich tak dobrze, studiuję inny kierunek i o innych porach jestem w domu.  One też w trójkę uczą się razem mimo tego, że podzielone mamy pokoje po dwie osoby, to ja zwykle siedzę w swoim pokoju sama. Też nie zbyt miło.Widać też że w swoim gronie zachowują się naturalnie i przy mnie tak zachowawczo. No trochę dziwnie i z tego powodu trochę ciężko mi sie tu mieszka.

Studia przynajmniej dla mnie na tym początkowym czasie, uczą samodzielności, cierpliwości (stanie półtorej godziny za plastikową kartą studencką) a także pokory. Docenia się też to co miało się przed wyjazdem na studia a co się straciło. Przynajmniej na jakiś czas.

Przeraża mnie też to że przez większość czasu trzeba w tym mieszkaniu zachowywać ciszę, a bo ktoś się uczy. Zero muzyki. A dla mnie muzyka jest jak chleb powszedni. Muzyka mnie tworzy, muzyka na mnie tak silnie oddziałuje jak nic innego. I brakuje mi jej bardzo, dlatego aktualnie słucham sobie radia, choć w planie miałam puszczenie Franka Sinatry, ale coś się porąbało z głośnikami w tym komputerze. W takim razie sobie trochę pośpiewam i powkurzam tym sąsiadów. W związku też z tą ciszą jak jechałam ostatnio do domu z siostrą, całą ( no prawie całą drogę) coś do niej mówiłam. I to właściwie bez przerw. Ponad dwie godziny nieustannego mówienia, aż sama się dziwie skąd mi się nazbierało tyle tematów. No, ale jak nie mam z kim porozmawiać, a tak lubię to robić to rozmawiam z moją siostrą. Dobrze, że chociaż ona tu jest, bo inaczej bym całkowicie ześwirowała.

Ostatnio mówiłam mojemu koledze, żeby lepiej nie szedł na studia, bo co te studia robią z człowiekiem. Jak poszłam na obiad do mojej siostry i na obiad było mięso to ja jak mantrę powtarzałam tylko : "Mięso, mięso!". Tak długo mięsa na obiad nie jadłam. Studenci to świry.

Był taki moment, że miałam wrażenie, że nic się nie dzieje oprócz ciągłego uczenia, momentami jedzenia i spania. I wtedy posypały się wydarzenia jedno po drugim.

Zadzwoniła do mnie siostra i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to co mi opowiedziała. Pewnego dnia zadzwoniła do niej ciocia Basia, mieszka niedaleko nas, że ma na podwórku biegającą łanię. Zwierzę dosyć dużych rozmiarów w przeciwieństwie do sarny. Zadzwoniła do mojej siostry dlatego, że studiuje biologię, a poza tym jest na specjalizacjii zoologia i stwierdziła, ze powinna coś wiedzieć. Ciocia Basia powiedziała, że dzwoniła po policję, ale oni stwierdzili, że jedyne co mogą zrobić to uśpić zwierzę. Ktoś w końcu zadzwonił po weterynarza, z tym że ta łania zdążyła już przeskoczyć do p.Fiziowej ( naszej nabliższej sąsiadki) i zanim przyjechał weterynarz była już na innym podwórki. Zebrali się podobno wszyscy sąsiedzi i patrzyli na całą sytuację. A weterynarz biegał za łanią, żeby móc ją uśpić i przewieźć w bardziej odpowiednie dla niej miejsce. Cała akcja się powiodła, ale jednak widać, że nasza dzielnica ma mentalność małej wioski, ale między innymi za to ją kocham :)

We wtorek wieczorem siadły nam korki, jak się potem okazało tylko w naszym mieszkaniu. Sąsiedzi światło mieli, na korytarzu też było. Miałyśmy włączoną zmywarkę, dużo lampek, suszarkę i jak włączyłam na moment laptop. No i to była moja wina, że wysiadły nam korki, ale oczywiście się do tego przed nimi nigdy nie przyznam. Współlokatorka panikara stwierdziła, że pewnie nam wszystkie druty przepaliło i stwierdziła, że nigdy nie będzie używać tej suszarki. Miała czarne wizje dotyczące naszej przyszłości, ale jak się okazało to tylko bezpiecznik, wystarczyło go kupić i wymienić. Ale wtedy miałyśmy przyspieszone mycie bądź też przymusowe spanie. Było dosyć zabawnie.

Zaskakują mnie mianowicie panowie z Wrocławia. Są bardzo kulturalni, a już zawsze przepuszczą mnie w drzwiach, nawet jak idę do swojej klatki. Ostatnio miałam parę takich sytuacji, ale szczególnie jedna z nich utkwiła mi w głowie. Szłam do swojej klatki wyciągałam klucz żeby sobie drzwi otworzyć, a z klatki wychodził jakiś chłopak, ja miałam jeszcze kawałek do tych drzwi, a on czekał i trzymał dla drzwi. Że też mu się chciało :D

Byłam dzisiaj w osiedlowych sklepach. Jacy tam są sympatyczni ludzie, chyba zacznę tam częsciej chodzić, może bo jakimś czasie dostanę rabat, ale chociaż zawrę nową znajomość?

Śpiewam sobie "Fly me to the moon" w wykonaniu Franka Sinatry i niewiele mnie obchodzi to co powiedzą sąsiedzi. Przecież mam dzisiaj wolne.

Tytuł zaczerpnęłam z zajęć z łaciny. Oznacza to powiedzenie tyle co "Życie jest walką". W tym czasie pasuje do mnie idealnie.
11:21, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 września 2008
Mam pełen słoik słonych wspomnień o Tobie...
Tytuł pochodzi z piosenki Fisza. Jedynego polskiego rapera czy też hiphopowca na którego nie mam alergii. Dlaczego? Chociażby dlatego że jego teksty niosą ze sobą przesłanie. Nie śpiewa bez sensu o czymś o czym nawet nie pojęcia tylko są to przemyślane słowa układające się logiczne zdania. I za to go szanuje.

Chciałam pisac tutaj rano. Od razu po moim powrocie z koncertu zespołu TGD. Jednak byłam zbyt zmęczona by móc to zrobić. Co jednak ciekawe spotkałam wiele znajomych i oczywiście większość nie z mojego miasta. Tylko takie osoby, które bardzo lubię ale nie spotykam ich tak często. Byłam mile zaskoczona widząc tyle znajomych twarzy. A powracając do koncertu. Atmosfera była niesamowita. Udzieliła się wszystkim. Brakuje mi już słów żeby opisać ten koncert więc może już skończe.

Książka, którą niedawno przeczytałam to "Dobre kobiety z Chin" Xue Xinran. Autorka pokazuje sytuacje kobiet w Chinach. Wyłania się z tej książki obraz wstrząsający,wzruszający a co najgorsze prawdziwy. Przy czytaniu tej książki niejednokrotnie popłynęły po moim policzku łzy. Książka zostawia wiele przemyśleń. Jednym z nich jest to że cieszę się że jestem Polką i nie musiałam nigdy przeżywać tego co te kobiety. Myślę, że nigdy bym tego nie zniosła tak dzielnie jak one.

A tak gwoli wyjaśnienia do poprzedniego wpisu. Zawsze chciałam pojechać z moją siostrą na wakacje. Tylko my dwie i nikt więcej. Prosiłam ją o taki wyjazd cztery lata z rzędu aż w końcu w tym roku sie udało. I to tylko dlatego że mam pierwszy raz w życiu wolny wrzesień. Pojechałyśmy więc 1 września na wyprawę po Polsce w miejsca nam nieznane. Choć właściwie nie tylko po Polsce. Do Wrocławia jechałyśmy przez Czechy. Muszę przyznać że w Czechach są zdecydowanie lepsze drogi niż w Polsce. Drugiego dnia zaplanowałyśmy pojechać do kolorowych jeziorek w Sudetach, co nam sie udało. Za trzecim razem, ale warto było. Przepiękne widoki. I co najważniejsze właściwie nie ma tam turystów. Jednak nie dziwi mnie to bo z powodu dojazdu niewiele ludzi ma ochotę zapuszczać się w takie miejsce. Po odwiedzeniu tego miejsca jechałyśmy do koleżanki mojej siostry a mojej przyszłej współlokatorki na nocleg. Nie dojechałyśmy tam. Miałyśmy stłuczkę. Moja siostra powiedziała że nie widziała nadjeżdżającego auta. Słońce świeciło na wysokości oczu. Miała wprawdzie okulary przeciwsłoneczne założone ale i to nie pomogło. Ja wprawdzie widziałam to auto, jednak siedziałam z tyłu, więc może to dało mi lepszą perspektywę nie wiem. W każdym bądź razie nie to jest najważniejsze. Ważne jest to że nikomu nic się nie stało. Jednak pani kierująca drugim samochodem tak się wydarła na moją siostrę jakby zabiła 15 ludzi z karabinu maszynowego i jeszcze uciekła z miejsca zbrodni! A przecież nic wielkiego się nie stało. No tak. Jej samochodzik który ledwo co wyjechał z salonu był cały porysowany. Ale po co się tak denerwujesz skoro stać Cię na nowy? Gdyby to ja koło niej stała a nie moja niesamowicie cierpliwa siostra to dawno bym jej powiedziała do słuchu. Miałyśmy szczęście bo nawet nie musiałyśmy wzywać pomocy drogowej, jakiś chłopak który zatrzymał się sprowadził pomoc drogową. A moja siostra zapłaciła najniższy z możliwych mandatów. Musiałyśmy zostać i tej koleżanki i korzystałyśmy z jej gościnności. Ale tak właściwie co innego mogłyśmy zrobić? Dobrze, że to się stało w tym miejscu a nie gdzie indziej, gdzie nawet nie wiedziałybyśmy gdzie jest jakikolwiek warsztat. Niesamowitą ulgą było znaleźć się w domu. I w ten sposób zakończył się nasz wyczekiwany wspólny wyjazd. Moja siostra stwierdziła że w przyszłym roku jedziemy na zorganizowaną wycieczkę. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Co jakiś czas przypominają mi się różne żarty i kawały robione przez naszą licealną klasę. Moim zdaniem najlepszą z możliwych. Jak zbyt długo wspominam zaczynam płakać. Uświadamiam sobie że większości z tych ludzi nie spotkam tak szybko. I robi mi się przykro. Już teraz widzę że z bardzo wąską grupą będzie się utrzymywał stały kontakt. Potem będą już tylko spotkania pomaturalne...

11 metrów sześciennych potrzeba do produkcji pary spodni dżinsowych. Gdyby ktoś nie wiedział ile to jest powiem tak - jest to równowartość typowej cysterny. Mam wrażenie, że rzadziej będę kupować moje ulubione dżinsy o ile nie przestane ich kupować w ogóle.

Moi rodzice coraz częściej mnie zaskakują. W sposób pozytywny. Mój tata zapisuje się na kurs niemieckiego. Nie dla początkujących, tylko dla średniozaawansowanych bądź zaawansowanych. A mama zamierza pójść na podyplomowe studia. Jestem dumna, że mam takich rodziców, którzy mimo wielu zajęć poza pracą chcą sie jeszcze uczyć. I podziwiam ich. Nie wiem czy sama bym tak potrafiła.

Ryszard Kapuściński w książce "Szachinszach" pisał : "Nie ma takiego nonsensu, którego umysł ludzki nie byłby zdolny wymyślić". Pisał te słowa przynajmniej dziesięc lat temu a jakże aktualne są po dziś dzień.

Moja mama co jakiś czas pyta się mnie jak sie czuje przed rozpoczęciem studiów i rozpoczęciem całkiem nowego etapu w życiu. Czy jestem zestresowana czy może raczej podekscytowana? Sama nie wiem. Wiem, że czeka mnie jeden z trudniejszych okresów życia. Spodziewam się ciężkiej pracy, wielu wylanych łez ale też mnóstwo radości. Muszę zmienić otoczenie. Zostawić moich ukochanych ludzi i poznawać inne osoby. Nie wiem co mi przyniesie przyszłość. Nie jestem pełna obaw, nie jestem przerażona. Moja mama sama odpowiedziała sobie na to pytanie bez mojej pomocy :"Będzie dobrze. Będzie dobrze."

Wielkim krokami zbliża się jesień. Czas słoty, opadających liści, zmęczonych twarzy, kolorowych płaszczy. Dla mnie jesień jest czasem refleksji. Jesienią mam największą wenę. Jesień jest moim inspiracją. Czekam aż zaczną opadać liście, znowu kilka z nich pozbieram i zachowam tylko dla siebie. Niech spadają kasztany. Może nauczę się robić kasztanowe ludziki. Niech spadają żołędzie. Jesień. Jesień.

Siedzę przed tym komputerem z nową fryzurą i pisze rozkoszując się czekoladą. Jestem szczęśliwa.

17:25, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 września 2008
Kolorowe jeziorka i dziwne nazwy miejscowości





Więcej tekstu będzie jak się pozbieram i jak będę miała na to siły.

1.Niebieskie jeziorko w Sudetach. A raczej szmaragdowe. Trudno się tam dostać, jednak jest tam bardzo urokliwie.

2. Szukałyśmy nazw śmiesznych miejscowości, a że wyjazd był krótki niewiele udało nam się znaleźć. Zdjęcie zrobione w woj. opolskim.
10:54, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
środa, 27 sierpnia 2008
Gaj bambusowy z wiszącymi pandami
Tytuł wziął się od komentatora, który podczas olimpiady komentował pięciobój. To jest właśnie jeden z jego komentarzy. I od czasu gdy pierwszy raz usłyszałam jego komentarze został moim ulubionym komentatorem. Dostarcza mi ten pan tak wiele radości jak nikt inny.

Dostałam jakieś półtorej godziny temu sms-a od koleżanki z informacją że mamy mieszkanie. To oznacza, że w końcu mamy gdzie mieszkać .Czekam na maila od niej, którego mi zresztą obiecała napisać, z większą ilością informacji dotyczących naszego wspólnego lokum.

Jeszcze odnośnie igrzysk olimpijskich. Najbardziej mnie oburzyła sprawa dziewczynki śpiewającej na otwarciu igrzysk w Pekinie. Okazało się że dziewczynka, którą większość gazet uznała za genialną oraz którą oglądał świat nie okazała sie wcale taka genialna. Ona miała tylko wyglądać. Tak naprawdę śpiewała o dwa lata młodsza od niej dziewczynka. Dlaczego ona nie mogła za śpiewać na ceremoni? Uznano ją za zbyt brzydką. Brzydota według Chińczyków to zbyt pucułowate policzki i krzywe zęby. Bardzo mnie to zdenerwowało. Napisałam o tym mojemu znajomemu, na co odpowiedział że nie miał czasu się nad sprawą zastanawiać. Napisałam koleżance, na co ona stwierdziła że niektóre kobiety w Polsce też mają ciężko. Właśnie słowo klucz to niektóre. W Chinach wszystkie kobiety mają pod górkę i nikt nie ma zamiaru im pomagać. Często przepraszają za to, że żyją. Na szczęście moje bliższe mi koleżanki też zwróciły na to uwagę i bardzo je to oburzyło. I taka powinna być reakcja. A nie obojętność i brak w ogóle czegokolwiek. Jakiejkolwiek reakcji. Negatywnej czy pozytywnej. Nic.

Sprawy z Ł. pokomplikowały się i to bardzo. Sytuacja wygląda tak, że ja się nie odzywam do niego, on do mnie też nie. Jesteśmy zbyt uparci. Gdyby któreś z nas wyciągnęło rękę do drugiego sprawa pewnie rozwiązałaby się bardzo szybko. Jednak tak nie jest. Jedyne co sobie dzisiaj uświadomiłam, to to że brakuje mi jego osoby. Odczuwam jego brak. Tego że sie już z nim nie spotykam. A skoro mam wyjechać stąd, po pierwsze chce sie z nim pożegnać, a po drugie chce być z nim w zgodzie. I tak naprawde to tylko od niego zależy czy będę tu do mojego miasta przyjeżdżać co te dwa tygodnie jak na początku tego chciał. Mam nadzieje że da mi szanse i postara sie mnie zrozumieć. A jeśli naprawdę jest dżentelmenem, za którego go uważam to może być "a begininng of beautiful friendship" :)

Jak sie dowiedziałam niedawno moi rodzice chcą zrobić remont plus przemeblowanie. Co oznacza,że chcą przeniść telewizor do innego pokoju, a raczej kupić nowy i go tam dać. Pozmieniać kompletnie wystrój dwóch pokoi. Jak przyjade do mojego remontu to chyba go nie poznam. W każdym bądź razie nie o sam remont pokoju mi chodziło, tylko raczej o to co powiedziała moja siostra. Powiedziała że tata z pokoju kominkowego chce wywalić rogówkę i dać ją do pokoju Natalii zamiast kanapo-łóżka, które posiada aktualnie i na któym śpi. Przecież na tym w ogóle nie da się spać?! Moja siostra powiedziała mi, że rozumie że wtedy kiedy jej nie ma jej pokój jest pokojem gościnnym w którym śpi zwykle rodzina, a czasem zdarza sie że znajomi ale to raczej dość rzadko. Zrobiło jej się przykro że z jej pokoju robi się graciarnia. Ostatnimi czasy faktycznie tak było. Różnego rodzaju sprzęty, rzeczy i ubrania przechodziły i był przechowywane w tym pokoju. Powiedziała, że w swoim własnym domu nie czuje się jak w domu! We Wrocławiu mieszka z babcią i wujkiem w starym choć bardzo już pozmienianym pokoju wujka. Tam też nie czuje sie jak u siebie w domu. Powiedziała że właściwie nie ma takiego miejsca gdzie czułaby się jak w domu. Powiedziała że jedyne dwie rzeczy są jej : pralkę którą kupiła babci i laptop, który dała mi. Więc właściwie nie ma nic swojego. Przynajmniej jej się tak wydaje.

Tak to prawda. Pisze do was już z mojego i tylko mojego komputera :) Cieszę sie bo bardzo przyda mi sie na studia, szczególnie że teraz bardzo dużo spraw załatwia sie przez Internet. Póki co mam stały dostęp do Internetu poprzez modem, ale ten modem nie jest mój. Zostanie mi zabrany wtedy kiedy moja siostra kupi sobie nowego laptopa odpowiedniego dla jej informatycznych potrzeb. Jednak myślę że w moim mieszkaniu będzie możliwość podłączenia Internetu do mojego laptopa, więc myśle że kontakt ze światem będę mieć stały.
 Co najważniejsze mogę siedzieć tu do woli ( co może byc też szkodliwe) i o każdej porze dnia i nocy. Nie przeszkadzam nikomu. Słucham muzyki, pisze maile, załatwiam najpotrzebniejsze rzeczy.

A tak a propo załatwiania to już dawno miałam sobie założyć konto w banku, ale jakoś mi to kompletnie nie wychodziło. Mam nadzieje, że teraz znajde na to czas, bo jak tego nie zrobię to nie będe miała w ogóle pieniędzy. A to by nie było zbyt dobrym rozwiązaniem.

Poświęcam się dla jednych osób kosztem drugich. Ostatnio muszę wybierać między tym nie co jest dla mnie ważniejsze ale kto jest dla mnie ważniejszy. Nie są to dla mnie proste wybory. Bo jak wśród moich najlepszych znajomych moge wybrać tych lepszych? To niemożliwe, ale jednak musze tak robić. Na twarzy jednych rysuje się radość, na twarzy innych smutek. Nie lubię gdy ludzie są przeze mnie smutni. Czy to "dorosłe" życie podlega na podejmowaniu tak trudnych wyborów? Zaczynam się bać tego co mnie czeka...


Ostatni fascynuje mnie zespół British Sea Power. Ich muzyka mnie uzależnia. Gdy ją posłucham raz, musze ją ciągle odsłuchiwać. Wokalista grupy powiedział że grają pop. Gdyby wszystkie zespoły grały taki pop jak oni, mogłabym takiego popu słuchać 24 godziny na dobę.

Siedzę przed tym komputerem i pisze. Wyglądałabym jak flaga Indonezji gdyby nie to że paznokcie u nóg mam pomalowane na czerwono. W takim razie wyglądam jak flaga Austrii - czerwony ( bluza dresowa, paznokcie), biały ( spodnie z dresu), czerwony ( paznokcie u nóg). Flaga Austrii z turbanem na głowie.


00:11, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 sierpnia 2008
Bilety po kinie, butelki po winie...
Nie zdałam praktycznego z prawa jazdy. Po raz trzeci, aczkolwiek nie przejęłam się tym zbytnio. To koniec z moim jeżdżeniem,przynajmniej narazie. Moze kiedyś się jeszcze za to wezmę, ale nie zapowiada sie żeby było to szybko.

Nie znalazłam mieszkania, jednak to co przechodziłam to moje. 13.2 km mam w nogach. Zrobiłam je w dwie godziny. Podobno szybko, przynajmniej mam jakieś rozenanie w terenie. Ładny ten Wrocław. Zaczyna mi się tam coraz bardziej podobać.


Ciocia Irka. Właściwie nie ciocia, bo jest to siostra mojego dziadka, ale i tak mówimy na nią z siostrą ciocia. To jest chyba pierwsza feministka w mojej rodzinie. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mąż cioci zarabiał ponad 18 tys. rocznie, rzadko bywał w domu. Właściwie nie było go w domu. Za światło płacił troche ponad sto złotych. Co zrobił z resztą pieniędzy? Przepił i jeszcze popadł w długi. Założył sprawę w sądzie. Oświadczenie, które przesłał sędziemu ciocia zna na pamięć. Gdy sędzia się spytał co w tym oświadczeniu jest prawdą ciocia odpowiedziała : "To że mąż nie pali". Aktualnie znajduje się na oddziale gdzie leczą ludzi uzależnionych od alkoholu. Ciocia spłaciła większość jego długów w 3 miesiące!A jest już na emeryturze. Ostatnio ktoś z rodziny powiedział, że ciocia na pewno wybaczy swojemu mężowi i że jeszcze będą razem. Na co ciocia odpowiedziała kategoryczne : "Nie". I słusznie. Podziwiam ją. Nie dość, że ma swoje problemy to pomaga jeszcze innym. Ciągle w ruchu. Zwykle na rowerze. Kochana ciocia Irka.

Opowieści babcine. Wspomnienia. Historia.Rodzina.

Pierwszą książką, którą babcia przeczytała od deski do deski i czytała ją wielokrotnie była "Sierotka Marysia i siedmiu krasnoludków". Do dzisiaj potrafi pięknie wyrecytować z pamięci fragmenty z tej książki. Babcia mieszkała na wsi. Jako mała dziewczynka pomagała tacie w polu ( również przy cięższych pracach). Opowieści o tym, jak babcia łowiła ryby i wrzucała je do studni. Czasem razem z wodą ze studni znalazła się jakaś ryba. Mama babci czyli moja prababcia zmarła młodo. Babcia miała wtedy zaledwie trzy lata. Babcie i jej rodzeństwo wychowywał ojciec. Żyło im się biednie. Babcia nigdy nie dostała prezentu na Mikołajki. W rejonie gdzie babcia mieszkała nie było zwyczaju świętowania Bożego Narodzenia tak jak się to robi przykładowo u nas na Śląsku. Babcia opowiada także o drugiej wojnie światowej. O tym jak w jej domu przez półtora roku mieszkali Niemcy, a potem przyszli Rosjanie. Opowiada również o strachu, że im też spłonie dom. Wszystkie domy sąsiednie już płoną, ich jednak ocalał. Dowiedziałam się też, że śp.dziadek nie pozwolił się babci uczyć. Dla mnie to jest nie do pojęcia.

[Wbrew powszechnej opinii zaakceptowanie tego, ze kobiety zamierzają zdobywać wykształcenie na równi z mężczyznami nie było apropobawane jeszcze do niedawna. Moja mama opowiadała mi całkiem niedawno o tym jak o fakcie że dostała się na studia dowiedział sie jej tata czyli mój dziadek.Mama powiedziała o tym babci. A babcia zastanawiała się cały dzień jak powiedzieć to dziadkowi, zeby było w miarę możliwości jak najdelikatniej. W końcu dziadek sie zorientował że babcia chce mu cos powiedzieć. Ona na to, że ma złą wiadomośc i nie wie jak to powiedzieć.


Dziadek : "Bożenka jest w ciąży?"
Babcia : "Nie. Coś gorszego. Dostała się na studia!"
]

Opowieści babcine. Można ich słuchać bez końca.

Coś feministycznie dzisiaj, a zarazem rodzinnie.

Przeszłam rynkiem wrocławskim raz. Tam i z powrotem. Nazbierałam 13 ulotek! A nie wszystkie wzięłam. Dobrze że poszły na recycling.

W takim dużym mieście jak Wrocław nie opłaca się jeździć wszędzie samochodem. Remont dróg, objazdy,korki a na dodatek drogie paliwo. Lepszym rozwiązaniem jest jazda tramwajem, która jest dość szybka i tania. Jednak jeśli nieustannie przemieszczamy się po Wrocławiu jest to też duzy wydatek. Najlepszy rozwiązaniem jest rower. Dużo ścieżek rowerowych wokół zieleni, tanio i przy okazji zdrowo. I jaka przy tym będzie kondycja. Od razu chce się jeździć na rowerze.

Cmentarz. Miejsce ogrodzone drzewami, krzewami, płotem. Nawet w trzydziestostopniowym upale, wszędzie jest cień. I cisza. Słychać szelest liści poruszanych wiatrem. Czasem można usłyszeć przejeżdżający samochód bądź tramwaj. Spokój. Nie dzwoni telefon, nie trzeba niczego załatwiać. Nikt się z niczym nie spieszy.Rest in pace. Spoczywaj w pokoju. A właściwie odpoczywaj w pokoju. Pociesza mnie fakt, że kiedyś to ja będę leżeć na cmentarzu i odpoczywać. Odpoczywać wiecznie.


Okno. Przebiegająca przez siano sarna. Szarak w zaroślach. Rolnicy na polu. Wschód słońca. Stukot rozklekotanego pociągu.

13:49, whisky_ona
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3